Strona główna
Historia klubu
Forum dyskusyjne
Członkostwo
Organizacja klubu
Imprezy, Zloty i Wyprawy
Jazda
Bezpieczeństwo
Linki
Kontakt
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Copyright © 2004 IDF

Praga 2004

MOTOCYKL 5/2005

źródło: Miesięcznik Motocykl nr 5 / 2005

autor tekstu: Piotr Małek

TUŻ ZA MIEDZĄ

Ostatnie przedwyjazdowe prognozy były bardzo dobre. Zapowiadało się, że Praga pokaże nam wszystko, co ma najlepszego. Powoli krystalizował się też skład ekipy. Ostatecznie wyjechało siedem motocykli, ósmy dojechał w sobotę. Najważniejszym człowiekiem wyprawy był Irek, który mieszka i w Czechach, i w Polsce, ma więc kontakty z praskim chapterem klubu SCRC, z którego członkami spotkaliśmy się w czasie wyprawy. 14 osób wyruszyło z dwóch miast. Ja - z Warszawy. Wśród motocykli była i Honda CBR 1100 XX, i Honda F6C, a także np. Honda VTX, Suzuki Bandit i mój Wild Star.

Razem z pasażerką ruszam z Warszawy w piątkowe popołudnie. W godzinę dojeżdżamy do Polichna, gdzie zatrzymujemy się na obiad. W czasie odpoczynku przed dalszą jazdą obserwujemy przejazd 200-250 radiowozów policyjnych wracających ze stolicy, prawdopodobnie na Śląsk. Po kilkunastu kilometrach doganiamy konwój. Na szczęście radiowozy jadą ok. 110 km/h. Przed Częstochową zjeżdżamy, aby zatankować i rozprostować kości. Konwoju już nie doganiamy, ale trafiamy na niezły korek pod pierwszymi światłami w Częstochowie, przez który udaje nam się w miarę sprawnie przecisnąć i skręcić w prawo na Opole. Przez Niemodlin i Nysę docieramy do Otmuchowa i Kłodzka.
Powoli zaczyna się ściemniać, trochę na wyrost zakładamy przeciwdeszczówki, bo nieco się zachmurzyło. Mamy zamiar nocować w okolicy Kudowy, ale ponieważ jedzie się znośnie i zmęczenie zbytnio nie doskwiera, zapada decyzja, aby dojechać do Pragi jednym ciągiem. Na przejściu granicznym jesteśmy ok. godz. 21.30. Jedziemy przez Hradec Kralove i Kutną Horę, a więc bocznymi drogami. Na drogach jest praktycznie pusto, więc jedzie się jak po maśle. Potem Jilove u Prahy i Kam. Privoz. W końcu widzimy wąziutki zjazd w prawo, a na betonowym murku tabliczkę "Hotel Tronicek 500 m". Uff, za chwilę będziemy na miejscu. Jest 00.30, czyli podróż zabrała nam 10,5 godz. (reszta ekipy spędziła w trasie ok. 12 godz.). Na parking wychodzi Irek i męska część ekipy (żeńska już śpi). Witamy się, mały posiłek i o godz. 2 wreszcie trafiamy do łóżek.

Niestety, nie dają pospać, bo Irek zarządził śniadanie na godz. 8.15. Za oknem słońce zaprasza.
W Pradze na jednej ze stacji benzynowych jesteśmy umówieni z Cruiserami (www.cruisers.cz). Zastajemy ekipę składającą się z czterdziestu paru motocykli. Zaraz po przywitaniu wyruszamy. Kierujący grupą ma łączność radiową z motocyklem zamykającym stawkę. Przecinamy Pragę i udajemy się na północ. Nawijamy kolejne kilometry, aż zatrzymujemy się na poboczu w małym miasteczku o nazwie Melnik. Okazuje się, że mamy przed sobą kilkanaście kilometrów drogi, na której motocykliści mogą do woli pohulać po winklach. Jedziemy więc, jak komu dusza dyktuje, a spotykamy się na stacji benzynowej na sporym wzniesieniu w miejscowości Duba. Ponieważ dla mojego Wild Stara jazda po winkielkach to poważne wyzwanie, podróżuję niezbyt szybko, choć cały czas 100-120 km/h.

Obok przelatują kolejne maszyny, najwięcej tych obudowanych plastikiem. Wzmocnieni knedlikami z gulaszem, ruszamy dalej. Krajobraz jest bardzo ciekawy, nie brakuje wzniesień i zakrętów, l dobrze! W końcu skręcamy w wąską dróżkę, gdzie kieruje nas tabliczka "Jaskinie". Wreszcie czoło wyprawy zaczyna hamować. Nasze spojrzenia wędrują do góry, widzimy ludzi i motocykle stojące gdzieś trzy piętra nad drogą. Podjeżdżamy ostro w górę. A tam pełne zaskoczenie: masa ludzi przy stolikach i ich motocykle. Czoło naszej wyprawy znika w jaskini. Wjeżdżamy i my, a naszym oczom ukazuje się fantastyczny widok. Ogromne wnętrza poprzedzielane ścianami skalnymi i ze 100-150 motocykli. Obok sporo stolików i dwa bary, do których ustawia się kolejka. Parkujemy wehikuły i idziemy zwiedzać jaskinię. Jest co oglądać: różne motocykle (niektóre nieźle przerobione) i ciekawi ludzie. Cały czas ruch jest spory - jedni przyjeżdżają, inni wyjeżdżają. Pojawia się np. trajka kierowana przez dziewczynę, Yamaha Warrior, którą powozi też amazonka czy Yamaha Virago 535 z przyczepą, w której podróżuje pies.

Nasi czescy koledzy powoli zbierają się. l na nas czas, tym bardziej że dojeżdża Jędrzej, z którym jesteśmy umówieni. Krótki przejazd do umówionej stacji benzynowej, gdzie pojawia się Jędrzej na Hondzie VTX. Wreszcie jesteśmy w komplecie. Jedziemy przez malowniczą okolicę, po drodze nie brakuje winkielków - żyć, nie umierać! No, może warto coś zjeść. Zajeżdżamy do knajpki. Gdy uczta dobiega końca, biegniemy do motocykli po kaski - zaczyna padać. Ostatni etap dzisiejszej jazdy to powrót do hotelu. Na miejsce docieramy ok. godz. 20.

Na kolejny dzień, czyli na niedzielę, mamy zamiar przeznaczyć na "danie główne" naszej wyprawy, czyli na zwiedzanie Pragi. Ponieważ poranna zbiórka nieco się przeciąga, jedni zgodnie z planem jadą do Pragi pociągiem, inni zamawiają dwie taksówki, a ja i jeszcze trzy osoby wybieramy się do stolicy Czech na motocyklach. Spotykamy się na placu Wacława. Zostawiamy tam nasze motocykle i rozpoczynamy sprawdzanie możliwości naszych nóg.
Praska starówka jest prześliczna, ale żeby poznać całą, jeden dzień to stanowczo za mało. Niestety, nie mamy więcej czasu, więc czeka nas ostre maszerowanie, aby zobaczyć chociaż to, co najważniejsze. Nie będę ukrywał, że nogi weszły mi w tyłek. Udało nam się zobaczyć obowiązkowy most Karola, dotarliśmy również na Hradczany. Wielu turystów odwiedza to miasto, a język czeski miesza się z polskim, włoskim, hiszpańskim, angielskim, niemieckim i wieloma innymi. Jak na tę porę roku, sporo ludzi przelewało się przez ulice Starówki.

Po powrocie do hotelu dzielimy się wrażeniami i zastanawiamy, jak przebiegnie jutrzejszy powrót do domu. Zasypiamy błyskawicznie, zmęczeni całym dniem chodzenia po Pradze. Rano spoglądam przez okno i nie wygląda to za ciekawie -zachmurzenie prawie pełne. Ponieważ do pobudki jeszcze godzina, kładę się spać. Gdy wstaję na dobre, niebo daje nieco optymizmu. Zapowiada się, że będziemy wracać przy niezłej pogodzie. Pora zjeść śniadanie i zacząć się pakować. Ponieważ mamy niewiele rzeczy, idzie nam sprawnie. Wyruszamy do Pragi, gdzie odwiedzamy jednego z dealerów Yamahy. Salon mieści się w dwupiętrowym budynku: na parterze motocykle, na piętrze quady i skutery śnieżne oraz duży dział z akcesoriami (między innymi Highway Hawka i oryginalnymi yamahowskimi), ubraniami, kaskami itp., itd. Niestety, ceny są mało przystępne, więc szał zakupów ominął nas szerokim łukiem. Nawet go nie powąchaliśmy.

Po około 40 minutach jedziemy dalej w kierunku miejscowości Brandys. Tu kolejny postój i około południa ruszamy do domu. Wracamy podobną trasą do tej, którą przyjechaliśmy, a więc kierujemy się w stronę Hradec Kralove. Po drodze dopada nas deszcz. Decydujemy się na postój i w tym czasie przestaje padać. Był to jedyny deszcz, jaki nas spotkał w drodze powrotnej. Droga przebiega bez większych utrudnień, podróżujemy 110-130 km/h. Sprawnie docieramy do granicy. Krótki postój, podczas którego pozbywamy się kombinezonów przeciwdeszczowych, i jazda dalej.
Ruch robi się nieco większy, zbliża się powoli pora powrotów z majowego weekendu. Utrzymujemy jednak prędkość ok. 130 km/h, choć na odcinku pomiędzy Kudową a Opolem jest trochę wzniesień i sporo zakrętów. Oczywiście, jak to w Polsce parę razy kierowcy samochodów zajeżdżają nam drogę, co zmusza nas do ostrego hamowania. Na szczęście, nic poważniejszego się nie dzieje. Za Opolem żegnamy Tomka, który postanawia jechać do Łodzi przez Kluczbork i Sieradz. Około godz. 19, po minięciu Częstochowy, wyskakujemy na trasę katowicką. Pozostał ostatni, ok. 180-kilometrowy skok w sporym ruchu, ale bez sensacji. Stajemy w Jankach, aby się pożegnać. Motocykl odstawiam ok. godz. 23.

Był to bardzo udany i ciekawy wyjazd, podczas którego zebrała się niezła ekipa i jak myślę następne wyprawy w tym składzie są bardzo prowdopodobne. Poznaliśmy ludzi o podobnych zainteresowaniach, reprezentujących jeden z czeskich klubów. Udało nam się zobaczyć ciekawe miejsca, gdzie nasi południowi sąsiedzi spędzają czas na motocyklach. Mam też
nadzieję, że z kolegami z Czech uda nam się jeszcze nieraz spotkać, tym bardziej że dzieli nas tak niewielka odległość. Zwiedziliśmy Pragę, której Starówka to prawdziwe cacko i za każdym razem można zobaczyć tu coś nowego.
W sumie nakręciliśmy ok. 1800 km. Polecam tę trasę wszystkim, których dzieli od Pragi mniej niż 700 km. Tę odległość można bowiem spokojnie zaliczyć jednym ciągiem. Znalezienie przyzwoitego hotelu za 870-900 koron to żaden problem, szczególnie na obrzeżach Pragi.

(kliknij aby powiększyć)